Azja Indonezja Lifestyle Piękne miejsca

Współczesny Robinson Crusoe: Max Ammer

Max Ammer

 

Max Ammer to człowiek-instytucja, gdy mowa o Raja Ampat. Działacz na rzecz lokalnych społeczności, przedsiębiorca, nurek, pasjonat lotnictwa II wojny światowej i motocykli a przede wszystkim – człowiek zakochany i oddany Papui jak żaden inny Europejczyk.

Większość spotów nurkowych na Raja Ampat zostało odkrytych i nazwanych właśnie przez niego. Na co dzień możecie go spotkać na wyspie Kri, gdzie założył dwa ośrodki nurkowe – Kri Eco Resort oraz Sorido Bay.

WYWIAD Z MAXEM AMMEREM

Max, jak trafiłeś na Raja Ampat? Kiedy to było i skąd wziął się pomysł jechania z Holandii aż tak daleko ?

Max Ammer: Trafiłem na Raja, bo byłem bardzo zainteresowany… lotnictwem II wojny światowej (śmiech). To było w 1989 roku. Nie myślałem wtedy o pięknej przyrodzie, wielobarwnych rybach i niesamowitej rafie koralowej – dużo bardziej interesowały mnie wraki samolotów bojowych. Gdy tam przyjechałem… stało się. Zakochałem się w tym miejscu i w ludziach. Chciałem pomóc im wieść lepsze życie.

Było aż tak źle?

Było. Mały przykład – w Europie jemy przynajmniej 3 razy dziennie, prawda? Czasem nawet pięć, bo dieta, bo lepiej na trawienie. Na Papui ludzie jedli raz, bo brakowało jedzenia, a w porze deszczowej lub gdy na morzu były silne fale i łowienie ryb nie było możliwe, jedli tylko biały ryż – dopóki pogoda się nie poprawiła i … o ile w ogóle go mieli. To nie brzmi dobrze, prawda? Chciałem pomóc tym ludziom i tym pięknym wyspom – ale dając im wędkę, nie rybę.

To znaczy?

Pomyślałem, że dobrą opcją na rozwinięcie tych rejonów byłaby turystyka nurkowa. Sam nie miałem jednak żadnego doświadczenia na tym polu, więc zaprosiłem kilku przyjaciół-nurków by to ocenili. Każdy, kto zszedł pod wodę, powiedział mi to samo: „Nigdy nie widziałem czegoś takiego”. W ten sposób założyłem Papua Diving i zbudowałem mój pierwszy ośrodek – Kri Eco. Sam nie byłem w stanie tego zrobić, więc jeździłem po okolicznych wsiach, tłumacząc mój pomysł. Na pytanie, kto się przyłącza, podniosło się więcej rąk niż mogliśmy zatrudnić (śmiech). Zaczęliśmy budować jeszcze tego samego dnia!

Jak z małych wysp na końcu świata Raja stała się miejscem-marzeniem każdego płetwonurka?

W 2001 roku, dzięki znajomościom moich przyjaciół-nurków, przyjechał do nas dr Gerard Allen – nurek-naukowiec, który pobił chyba wszystkie możliwe nurkowe rekordy. Dzięki niemu o Raja napisał magazyn National Geographic, potem zaczęli przyjeżdżać pierwsi turyści.

Nie obawiałeś się, że turystyka będzie zagrożeniem dla wysp?

Wiedziałem, że szybko należy wymyślić program, który pozwoli chronić i wspierać te obszary. Założyłem organizację pozarządową, która zajmuje się ochroną i konserwacją przyrody oraz wsparciem lokalnej ludności – i to między innymi właśnie dzięki temu Raja jest dziś należącym do nielicznych miejscem na świecie, które turystyka zmieniła na lepsze, a nie na gorsze. Dzięki programom ochrony podwodnej flory i fauny mamy dziś więcej ryb i więcej koralowców niż kiedyś. Rozwój turystyki dał również wiele miejsc pracy. Poza tym, staram się, aby nasze resorty nurkowe były tak małe, jak to tylko możliwe, aby ograniczyć ich negatywny wpływ na środowisko – Kri może pomieścić maksymalnie 24 osoby, Sorido – 18.

Dlaczego finalnie zostałeś na Raja? Czy wyprowadzka z Holandii to była dla Ciebie ciężka decyzja?

Zostałem przede wszystkim ze względu na ludzi. Drugim powodem była przyroda. Oczywiście tęsknię za Holandią, za przyjaciółmi i rodzicami, ale staram się ich odwiedzać regularnie – około 3-5 razy w roku podróżuję do Holandii. Kiedyś oni bywali również tu – mój ojciec pomagał budować mi pomost, przy którym stoi teraz Kri Eco Resort. Poza tym całe szczęście jest Skype i są e-maile.

Jaka jest różnica między Raja-kiedyś a Raja dziś?

Odkąd tu jestem, jakość życia ludzi niezwykle się poprawiła. Gdy przyjechałem pod koniec lat 80., wieczorem nie było światła. Ani jednej lampy, nic. Czarna otchłań. Dziś wygląda to zupełnie inaczej. Mimo to, wciąż są wsie, w których nie ma światła lub bieżącej wody. Jest jeszcze wiele do zrobienia.

Twoje dwa resorty – Kri Eco oraz Sorido Bay są miejscami “eko”. Co to dla Ciebie oznacza?

Eko to dla mnie nie tylko dbałość o segregację odpadów czy nie wylewanie ścieków do morza. To praca z lokalnymi społecznościami, aby budować lepszą przyszłość dla nich i ich rodzin. Mogłem zbudować moje dwa resorty dużo szybciej i sprawniej, zatrudniając doświadczonych pracowników z pozostałych części Indonezji, ale chciałem, aby to właśnie lokalsi zarabiali pieniądze i zdobywali nowe umiejętności, które potem będą mogli wykorzystywać w swoich homestay’ach. W Kri Eco Resort wszystko jest hand made: pomost, bungalowy, leżaki, bambusowe łazienki, dekoracje z liści palmy kokosowej i łupin orzechów. Nawet cegły na podmurówkę głównej łazienki są robione ręcznie! Większość osób zatrudnionych w moich resortach (ponad 100!) to rdzenni Papuasi. Kucharki, osoby sprzątające, przewodnicy i instruktorzy nurkowania. Wiele z nich było wcześniej rybakami uprawiającymi destrukcyjne praktyki połowu, takie jak zrzucanie bomb czy obcinanie rekinich płetw na sprzedaż. Dziś są orędownikami ochrony środowiska. Wszyscy  mają umowy, dni wolne od pracy, prawo do urlopu, wszyscy otrzymują regularne wynagrodzenie, mają mieszkanie i jedzenie.

Co Cię urzekło w Raja, gdy przyjechałeś tu po raz pierwszy?

Tajemniczość tego miejsca. Raja to naprawdę ogromny obszar, setki mniejszych wysepek i większych wysp, jeszcze nieodkrytych. Nawet teraz, po 25 latach, wciąż dokonujemy całą masę nowych odkryć! To niesamowite. Poza tym zakochałem się w ludziach, których tu spotkałem. Do dziś pamiętam pewną historię z początków mojego pobytu tutaj. Spałem w lesie, w namiocie. Nagle usłyszałem kroki. Ktoś chodził koło mojego namiotu, szykowałem się już na walkę z intruzem. Wtedy usłyszałem, że zamek w namiocie się rozpina i ujrzałem małą, papuaską dziewczynkę, która przyniosła mi … ananasa jako podarunek. Poszedłem za dziewczynką do jej domu, aby podziękować jej rodzinie.  Mieszkali w prostej chatce na plaży, nie mieli w środku nic do jedzenia. Ich szczodrość złapała mnie za serce.

Dziś praca z lokalną ludnością daje mi wiele satysfakcji. Razem stworzyliśmy dużo świetnych programów, jak Kayak4conservation (szkolenia z budowy kajaków), centrum budowy łodzi z włókna szklanego, które są mniej szkodliwe dla środowiska niż klasyczne, drewniane łodzie; szkolenia budowlane czy też zajęcia z wykonywania drewnianych mebli. Co więcej, uczymy Papuasów na pilotów i mechaników w ramach grupy Frontier Aviation, która obecnie buduje swój pierwszy … helikopter (uśmiech).  Poza tym, szkolimy lokalną ludność na przewodników turystycznych. Pokazujemy, że dużo bardziej opłaca się zorganizować dla turystów wycieczkę na obserwację endemicznych ptaków, niż łapać je i sprzedawać na targu jako egzotyczne zwierzę.

Słyszałam też o farmie małży, powiesz mi coś więcej na ten temat?

Tak, założyliśmy na Raja farmę małży. Małże-giganty występują w wielu miejscach nurkowych na terenie wysp. Niestety lokalni rybacy łowili je i sprzedawali, przez co populacja małży bardzo się zmniejszyła. Raz kupiłem 10 gigantycznych małży od portowego rybaka – za 80$. Wypuściłem je z powrotem do morza. Szybko jednak zdałem sobie sprawę z faktu, że daleko tak nie zajdę. Wtedy wpadłem na pomysł założenia małżowej farmy, gdzie Papuasi będą mogli uczyć się technik zrównoważonej hodowli, dzięki czemu zostawią spoty nurkowe w spokoju.

Czy Raja, nawet po tylu latach, wciąż Cię zaskakuje?

Jasne! Szczególnie, gdy nurkując widzę, że rafa koralowa wygląda coraz lepiej, w odróżnieniu od większości miejsc na świecie, dotkniętych blaknięciem raf czy migracją ryb. Gdy tu przyjechałem, rafy były niszczone przez okropne praktyki połowu ryb, takie jak zrzucanie bomb czy trałowanie denne. Zaczęły znikać duże ryby. Dodatkowo, wycinka lasów i górnictwo zanieczyszczały wody. Dzięki licznym programom ochrony środowiska dziś mamy coraz większą rafę, coraz więcej ryb a nawet zwiększającą się populację rekinów! Gdy robiono badania w 2001 roku mieliśmy ok. 200 gatunków ryb na Cape Kri. 11 lat później było ich o 91 więcej! Teraz jest ich 374,  co stanowi rekord na skalę światową. Za każdym razem schodząc pod wodę rozglądam się i myślę: WOW! Tu jest niesamowicie pięknie i wielu bardzo doświadczonych nurków (takich z ponad 30-letnim stażem) często mówi nam, że to było ich najlepsze nurkowanie w życiu. To bardzo wzruszające. Mam nadzieję, że ten trend będzie się utrzymywał i że razem będziemy starać się jeszcze lepiej chronić te wyjątkowe miejsce na naszej planecie.

 

 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply